sobota, 15 lutego 2014

Opowiadania o Marco cz 5 ;3

                                                           Cz 5

...stałam tak na przeciwko niego jego uścisk stawał się coraz mocniejszy. Nie wiedziałam co mam zrobić. Patrzył się na mnie i w ogóle nie mógł oderwać ode mnie wzroku przeraziło mnie to...
Ja: Marco co ty robisz puść mnie proszę...-I w tym momencie potrząsnął głową i puścił.
M: Przepraszam po prostu zamyśliłem się i no wiesz..
Ja: no już dobrze spokojnie...- zawiesiłam ręce na jego szyi i cmoknęłam go w usta. Uśmiechnął się do mnie.Po chwili usłyszałam jak ktoś zamyka drzwi to chyba moja mama i Karol wrócili do domu. Zeszłam na dół.
Była godzina 16.37 co tak długo łazili po tym mieście !
Ja: hej co tak późno??
M:a bo wiesz korki i w ogóle mam nadzieję że dobrze zaopiekowałaś się bratem?
Ja: tak tak nie musisz się martwić - Uśmiechnęłam się do mnie. W pewnej chwili zauważyła Marco stojącego na schodach powiedziała "dzień dobry" a on jej odpowiedział. Powiedziałam im że razem z Marco wychodzimy i dodałam że nie wiem o której wrócę żeby się nie martwili. Wyszliśmy.
*godzina 21.40*
Trzymałam go za rękę zabrał mnie nad taką rzekę którą oświetlały lampy uliczne oraz piękny księżyc. Dziś była pełnia. Siedzieliśmy na trawie on obejmował mnie ramieniem i oboje patrzyliśmy w niebo pokryte gwiazdami.
M:wiesz jak bardzo cię kocham?
Ja:a nie wiem powiedz mi...- mówiłam z uśmiechem
M:Wolę ci to pokazać w inny sposób. - Oparł się łokciem o ziemię zbliżył się i zaczął mnie namiętnie całować. W końcu skoczyło się to tak że to ja leżałam na nim wtulona w jego klatę piersiową. Ponieważ zrobiło się już trochę zimno odprowadził mnie do domu.
*przed domem*
Oparłam się o ścianę a on stał przede mną.
M: To jak będzie mała? Widzimy się u mnie jutro wieczorem tak?
Ja:oczywiście kochanie - na pożegnanie pocałowaliśmy się. Z tym że jutro mam do niego przyjśc chodzi o to że jego rodzice wyjeżdżają na kilka dni i zostaje sam więc umówiliśmy się że zostanę u niego na noc.
Kiedy weszłam do domu jak sie okazało wszyscy już spali poszłam się umyć. Położyłam się i zasnęłam.
***
Rano obudziłam się o 7.50.Zjadłam śniadanie i poszłam na spacer z psem. Jak na taką wczesną porę było bardzo ciepło. Postanowiłam że pójdę z nim do parku. Usiadłam na ławce i spuściłam go ze smyczy by trochę pobiegał. Potem jak zawsze prawie poszedł gdzieś i musiałam go szukać. Nigdzie nie mogłam go znaleźć. Cały czas go wołałam.
Ja: Tofik !!! - tak miał na imię mój pies. Nie był rasowy nie chciałam mieć rasowego psa. Dostałam go od taty na 15 urodziny. Czyli dwa lata temu wtedy jeszcze żył.. to był ostatni prezent jaki od niego dostałam...W tym momencie bardzo się niepokoiłam nigdzie go nie było !! - TOFIK!!! - zaczełam juz tracić nadzieję usiadłam na ławce i zaczełam płakać...a co jeśli już go nie znajdę...?...





Podobało się??? Jeśli nie ma sensu no to ten sorry... :D 

Opowiadanie o Marco cz 4 ;3

                                                       Cz 4

(...) Następnego dnia była sobota Marco jak zawsze w ten dzien przychodził o 12. Przed jego przyjściem wszystko załatwiłam no wiecie zjadłam śniadanie itp. Kiedy juz wybiła ta godzina ,przyszedł.
M:hej młoda
Ja:Cześć... - usiedliśmy na kanapie.- Wiesz co...przemyślałam to wszystko i tak,chcę być z tobą.
Gdy to powiedziałam uśmiechnął się do mnie.
M: Bardzo się ciesze że się zgadzasz - I nagle,tak zupełnie nie spodziewanie, mnie pocałował. Przechyliłam się lekko do tyłu i w tym własnie momencie do salonu wszedł Jack.
J:Fuuuj... - Marco odskoczył ode mnie kiedy to usłyszał i po chwili zaczął się śmiać. - To wy jesteście teraz razem...?
M:tak - Marco spojrzał na mnie przygryzając lekko dolną wargę.
J:Stary !Dlaczego ty mi to robisz?!- machnął ręką i poszedł na górę. A my zaczeliśmy się śmiać. Wiem że mojemu bratu za bardzo nie pasowało to że jesteśmy razem bo wie że Marco będzie teraz spędzał więcej czasu ze mną niż z nim.I też bardzo było mi teraz przykro że pokłóciłam się z Loren...chciałam jak najszybciej to wszystko naprawić. Powiedziałam Marco ze muszę wyjść i żeby zajął się przez ten czas moim bratem. Poszłam do domu Loren. Zadzwoniłam do drzwi.
Ja: jest Loren?
Jej mama powiedziała że tak.Poszłam do jej pokoju,siedziała na łóżku i słuchała muzyki kiedy tylko mnie zobaczyła zdjęła słuchawki podeszła do mnie i mocno się do mnie przytuliła,odwzajemniłam ten uścisk.
L:przepraszam..przepraszam nie powinnam tak na ciebie krzyczeć wtedy...wybacz
Ja: nie to ja przepraszam miałaś rację a z resztą zawsze ja masz - uśmiechnęłam się do niej.
L:heh...a więc powiedz mi jesteście razem???
Ja:tak- ponownie się uśmiechnęłam.
Pogadałam z nią jeszcze chwilę i wróciłam. Poszłam do pokoju mojego brata Marco siedział tam z nim i gadali  ze sobą. Marco uśmiechnął się na mój widok. Podszedł do mnie położył mi ręce na biodrach i pocałował mnie w policzek a jak zauważyłam Jack od razu się wkurzył...co ja mam z nim zrobić??
J:Jeśli macie sobie okazywać czułość to gdzie indziej ! - Oboje wybuchnęliśmy śmiechem i wyszliśmy z jego pokoju i poszliśmy do mnie. Mojej mamy i Karola cały czas nie było w domu gdzie oni się szwendali?!Eh...ja czasami to ich na prawdę nie rozumiem...
Kiedy weszliśmy do mnie do pokoju Marco zamknął drzwi za sobą.Podszedł do mnie obiął mnie w tali i popatrzył w oczy.
M:Kocham cię mała
Ja: Ja ciebie też
Patrzył się na mnie,zbliżył się trochę nachylił się nad moim uchem i cicho zamruczał. Zaśmiałam się. Ponownie wbił we mnie wzrok tym razem patrzył się na mnie i po chwili zauważyłam iskierkę pożądania w jego oczach/.Trochę mnie to zaniepokoiło dobrze go znam i wiem do czego jest zdolny i jak daleko może się posunąć zaczęłam się go bać...





Podobało się??? Jeśli jest takie troche bez sensu to przepraszam :D