Cz 5
...stałam tak na przeciwko niego jego uścisk stawał się coraz mocniejszy. Nie wiedziałam co mam zrobić. Patrzył się na mnie i w ogóle nie mógł oderwać ode mnie wzroku przeraziło mnie to...
Ja: Marco co ty robisz puść mnie proszę...-I w tym momencie potrząsnął głową i puścił.
M: Przepraszam po prostu zamyśliłem się i no wiesz..
Ja: no już dobrze spokojnie...- zawiesiłam ręce na jego szyi i cmoknęłam go w usta. Uśmiechnął się do mnie.Po chwili usłyszałam jak ktoś zamyka drzwi to chyba moja mama i Karol wrócili do domu. Zeszłam na dół.
Była godzina 16.37 co tak długo łazili po tym mieście !
Ja: hej co tak późno??
M:a bo wiesz korki i w ogóle mam nadzieję że dobrze zaopiekowałaś się bratem?
Ja: tak tak nie musisz się martwić - Uśmiechnęłam się do mnie. W pewnej chwili zauważyła Marco stojącego na schodach powiedziała "dzień dobry" a on jej odpowiedział. Powiedziałam im że razem z Marco wychodzimy i dodałam że nie wiem o której wrócę żeby się nie martwili. Wyszliśmy.
*godzina 21.40*
Trzymałam go za rękę zabrał mnie nad taką rzekę którą oświetlały lampy uliczne oraz piękny księżyc. Dziś była pełnia. Siedzieliśmy na trawie on obejmował mnie ramieniem i oboje patrzyliśmy w niebo pokryte gwiazdami.
M:wiesz jak bardzo cię kocham?
Ja:a nie wiem powiedz mi...- mówiłam z uśmiechem
M:Wolę ci to pokazać w inny sposób. - Oparł się łokciem o ziemię zbliżył się i zaczął mnie namiętnie całować. W końcu skoczyło się to tak że to ja leżałam na nim wtulona w jego klatę piersiową. Ponieważ zrobiło się już trochę zimno odprowadził mnie do domu.
*przed domem*
Oparłam się o ścianę a on stał przede mną.
M: To jak będzie mała? Widzimy się u mnie jutro wieczorem tak?
Ja:oczywiście kochanie - na pożegnanie pocałowaliśmy się. Z tym że jutro mam do niego przyjśc chodzi o to że jego rodzice wyjeżdżają na kilka dni i zostaje sam więc umówiliśmy się że zostanę u niego na noc.
Kiedy weszłam do domu jak sie okazało wszyscy już spali poszłam się umyć. Położyłam się i zasnęłam.
***
Rano obudziłam się o 7.50.Zjadłam śniadanie i poszłam na spacer z psem. Jak na taką wczesną porę było bardzo ciepło. Postanowiłam że pójdę z nim do parku. Usiadłam na ławce i spuściłam go ze smyczy by trochę pobiegał. Potem jak zawsze prawie poszedł gdzieś i musiałam go szukać. Nigdzie nie mogłam go znaleźć. Cały czas go wołałam.
Ja: Tofik !!! - tak miał na imię mój pies. Nie był rasowy nie chciałam mieć rasowego psa. Dostałam go od taty na 15 urodziny. Czyli dwa lata temu wtedy jeszcze żył.. to był ostatni prezent jaki od niego dostałam...W tym momencie bardzo się niepokoiłam nigdzie go nie było !! - TOFIK!!! - zaczełam juz tracić nadzieję usiadłam na ławce i zaczełam płakać...a co jeśli już go nie znajdę...?...
Podobało się??? Jeśli nie ma sensu no to ten sorry... :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz