Cz 5
...stałam tak na przeciwko niego jego uścisk stawał się coraz mocniejszy. Nie wiedziałam co mam zrobić. Patrzył się na mnie i w ogóle nie mógł oderwać ode mnie wzroku przeraziło mnie to...
Ja: Marco co ty robisz puść mnie proszę...-I w tym momencie potrząsnął głową i puścił.
M: Przepraszam po prostu zamyśliłem się i no wiesz..
Ja: no już dobrze spokojnie...- zawiesiłam ręce na jego szyi i cmoknęłam go w usta. Uśmiechnął się do mnie.Po chwili usłyszałam jak ktoś zamyka drzwi to chyba moja mama i Karol wrócili do domu. Zeszłam na dół.
Była godzina 16.37 co tak długo łazili po tym mieście !
Ja: hej co tak późno??
M:a bo wiesz korki i w ogóle mam nadzieję że dobrze zaopiekowałaś się bratem?
Ja: tak tak nie musisz się martwić - Uśmiechnęłam się do mnie. W pewnej chwili zauważyła Marco stojącego na schodach powiedziała "dzień dobry" a on jej odpowiedział. Powiedziałam im że razem z Marco wychodzimy i dodałam że nie wiem o której wrócę żeby się nie martwili. Wyszliśmy.
*godzina 21.40*
Trzymałam go za rękę zabrał mnie nad taką rzekę którą oświetlały lampy uliczne oraz piękny księżyc. Dziś była pełnia. Siedzieliśmy na trawie on obejmował mnie ramieniem i oboje patrzyliśmy w niebo pokryte gwiazdami.
M:wiesz jak bardzo cię kocham?
Ja:a nie wiem powiedz mi...- mówiłam z uśmiechem
M:Wolę ci to pokazać w inny sposób. - Oparł się łokciem o ziemię zbliżył się i zaczął mnie namiętnie całować. W końcu skoczyło się to tak że to ja leżałam na nim wtulona w jego klatę piersiową. Ponieważ zrobiło się już trochę zimno odprowadził mnie do domu.
*przed domem*
Oparłam się o ścianę a on stał przede mną.
M: To jak będzie mała? Widzimy się u mnie jutro wieczorem tak?
Ja:oczywiście kochanie - na pożegnanie pocałowaliśmy się. Z tym że jutro mam do niego przyjśc chodzi o to że jego rodzice wyjeżdżają na kilka dni i zostaje sam więc umówiliśmy się że zostanę u niego na noc.
Kiedy weszłam do domu jak sie okazało wszyscy już spali poszłam się umyć. Położyłam się i zasnęłam.
***
Rano obudziłam się o 7.50.Zjadłam śniadanie i poszłam na spacer z psem. Jak na taką wczesną porę było bardzo ciepło. Postanowiłam że pójdę z nim do parku. Usiadłam na ławce i spuściłam go ze smyczy by trochę pobiegał. Potem jak zawsze prawie poszedł gdzieś i musiałam go szukać. Nigdzie nie mogłam go znaleźć. Cały czas go wołałam.
Ja: Tofik !!! - tak miał na imię mój pies. Nie był rasowy nie chciałam mieć rasowego psa. Dostałam go od taty na 15 urodziny. Czyli dwa lata temu wtedy jeszcze żył.. to był ostatni prezent jaki od niego dostałam...W tym momencie bardzo się niepokoiłam nigdzie go nie było !! - TOFIK!!! - zaczełam juz tracić nadzieję usiadłam na ławce i zaczełam płakać...a co jeśli już go nie znajdę...?...
Podobało się??? Jeśli nie ma sensu no to ten sorry... :D
sobota, 15 lutego 2014
Opowiadanie o Marco cz 4 ;3
Cz 4
(...) Następnego dnia była sobota Marco jak zawsze w ten dzien przychodził o 12. Przed jego przyjściem wszystko załatwiłam no wiecie zjadłam śniadanie itp. Kiedy juz wybiła ta godzina ,przyszedł.
M:hej młoda
Ja:Cześć... - usiedliśmy na kanapie.- Wiesz co...przemyślałam to wszystko i tak,chcę być z tobą.
Gdy to powiedziałam uśmiechnął się do mnie.
M: Bardzo się ciesze że się zgadzasz - I nagle,tak zupełnie nie spodziewanie, mnie pocałował. Przechyliłam się lekko do tyłu i w tym własnie momencie do salonu wszedł Jack.
J:Fuuuj... - Marco odskoczył ode mnie kiedy to usłyszał i po chwili zaczął się śmiać. - To wy jesteście teraz razem...?
M:tak - Marco spojrzał na mnie przygryzając lekko dolną wargę.
J:Stary !Dlaczego ty mi to robisz?!- machnął ręką i poszedł na górę. A my zaczeliśmy się śmiać. Wiem że mojemu bratu za bardzo nie pasowało to że jesteśmy razem bo wie że Marco będzie teraz spędzał więcej czasu ze mną niż z nim.I też bardzo było mi teraz przykro że pokłóciłam się z Loren...chciałam jak najszybciej to wszystko naprawić. Powiedziałam Marco ze muszę wyjść i żeby zajął się przez ten czas moim bratem. Poszłam do domu Loren. Zadzwoniłam do drzwi.
Ja: jest Loren?
Jej mama powiedziała że tak.Poszłam do jej pokoju,siedziała na łóżku i słuchała muzyki kiedy tylko mnie zobaczyła zdjęła słuchawki podeszła do mnie i mocno się do mnie przytuliła,odwzajemniłam ten uścisk.
L:przepraszam..przepraszam nie powinnam tak na ciebie krzyczeć wtedy...wybacz
Ja: nie to ja przepraszam miałaś rację a z resztą zawsze ja masz - uśmiechnęłam się do niej.
L:heh...a więc powiedz mi jesteście razem???
Ja:tak- ponownie się uśmiechnęłam.
Pogadałam z nią jeszcze chwilę i wróciłam. Poszłam do pokoju mojego brata Marco siedział tam z nim i gadali ze sobą. Marco uśmiechnął się na mój widok. Podszedł do mnie położył mi ręce na biodrach i pocałował mnie w policzek a jak zauważyłam Jack od razu się wkurzył...co ja mam z nim zrobić??
J:Jeśli macie sobie okazywać czułość to gdzie indziej ! - Oboje wybuchnęliśmy śmiechem i wyszliśmy z jego pokoju i poszliśmy do mnie. Mojej mamy i Karola cały czas nie było w domu gdzie oni się szwendali?!Eh...ja czasami to ich na prawdę nie rozumiem...
Kiedy weszliśmy do mnie do pokoju Marco zamknął drzwi za sobą.Podszedł do mnie obiął mnie w tali i popatrzył w oczy.
M:Kocham cię mała
Ja: Ja ciebie też
Patrzył się na mnie,zbliżył się trochę nachylił się nad moim uchem i cicho zamruczał. Zaśmiałam się. Ponownie wbił we mnie wzrok tym razem patrzył się na mnie i po chwili zauważyłam iskierkę pożądania w jego oczach/.Trochę mnie to zaniepokoiło dobrze go znam i wiem do czego jest zdolny i jak daleko może się posunąć zaczęłam się go bać...
Podobało się??? Jeśli jest takie troche bez sensu to przepraszam :D
(...) Następnego dnia była sobota Marco jak zawsze w ten dzien przychodził o 12. Przed jego przyjściem wszystko załatwiłam no wiecie zjadłam śniadanie itp. Kiedy juz wybiła ta godzina ,przyszedł.
M:hej młoda
Ja:Cześć... - usiedliśmy na kanapie.- Wiesz co...przemyślałam to wszystko i tak,chcę być z tobą.
Gdy to powiedziałam uśmiechnął się do mnie.
M: Bardzo się ciesze że się zgadzasz - I nagle,tak zupełnie nie spodziewanie, mnie pocałował. Przechyliłam się lekko do tyłu i w tym własnie momencie do salonu wszedł Jack.
J:Fuuuj... - Marco odskoczył ode mnie kiedy to usłyszał i po chwili zaczął się śmiać. - To wy jesteście teraz razem...?
M:tak - Marco spojrzał na mnie przygryzając lekko dolną wargę.
J:Stary !Dlaczego ty mi to robisz?!- machnął ręką i poszedł na górę. A my zaczeliśmy się śmiać. Wiem że mojemu bratu za bardzo nie pasowało to że jesteśmy razem bo wie że Marco będzie teraz spędzał więcej czasu ze mną niż z nim.I też bardzo było mi teraz przykro że pokłóciłam się z Loren...chciałam jak najszybciej to wszystko naprawić. Powiedziałam Marco ze muszę wyjść i żeby zajął się przez ten czas moim bratem. Poszłam do domu Loren. Zadzwoniłam do drzwi.
Ja: jest Loren?
Jej mama powiedziała że tak.Poszłam do jej pokoju,siedziała na łóżku i słuchała muzyki kiedy tylko mnie zobaczyła zdjęła słuchawki podeszła do mnie i mocno się do mnie przytuliła,odwzajemniłam ten uścisk.
L:przepraszam..przepraszam nie powinnam tak na ciebie krzyczeć wtedy...wybacz
Ja: nie to ja przepraszam miałaś rację a z resztą zawsze ja masz - uśmiechnęłam się do niej.
L:heh...a więc powiedz mi jesteście razem???
Ja:tak- ponownie się uśmiechnęłam.
Pogadałam z nią jeszcze chwilę i wróciłam. Poszłam do pokoju mojego brata Marco siedział tam z nim i gadali ze sobą. Marco uśmiechnął się na mój widok. Podszedł do mnie położył mi ręce na biodrach i pocałował mnie w policzek a jak zauważyłam Jack od razu się wkurzył...co ja mam z nim zrobić??
J:Jeśli macie sobie okazywać czułość to gdzie indziej ! - Oboje wybuchnęliśmy śmiechem i wyszliśmy z jego pokoju i poszliśmy do mnie. Mojej mamy i Karola cały czas nie było w domu gdzie oni się szwendali?!Eh...ja czasami to ich na prawdę nie rozumiem...
Kiedy weszliśmy do mnie do pokoju Marco zamknął drzwi za sobą.Podszedł do mnie obiął mnie w tali i popatrzył w oczy.
M:Kocham cię mała
Ja: Ja ciebie też
Patrzył się na mnie,zbliżył się trochę nachylił się nad moim uchem i cicho zamruczał. Zaśmiałam się. Ponownie wbił we mnie wzrok tym razem patrzył się na mnie i po chwili zauważyłam iskierkę pożądania w jego oczach/.Trochę mnie to zaniepokoiło dobrze go znam i wiem do czego jest zdolny i jak daleko może się posunąć zaczęłam się go bać...
Podobało się??? Jeśli jest takie troche bez sensu to przepraszam :D
środa, 22 stycznia 2014
Opowiadanie o Marco cz 3. :D
CZ.3
...Ja: o boże...- nie wiedziałam co mam zrobić w tej sytuacji spoglądał na mnie z uśmiechem a ja gapiłam sie na niego jak głupia.
M: co się tak patrzysz...? podobało ci się ?
Ja: tak...znaczy nie.
M: nie kłam przyznaj wreszcie że cie kręcę
Ja nie wiedziałam co mam mu na to odpowiedzieć znaczy w sumie to tak podobał mi się i to bardzo , przez ten cały czas chciałam mu to powiedzieć ale nie wiedziałam jak a teraz nadarzyła się bardzo dobra okazja ,szansa której nie mogę zmarnować więc powiedziałam mu że tak...
M: no widzisz miałem racje - uśmiechnął się w jego głosie wyczułam triumfalną barwę. Powiedział że ja też mu się podobam ,bardzo mnie to ucieszyło. Zapytał się mnie potem czy chciałabym zostać jego dziewczyną.
Ja: Marco... to nie jest taka prosta decyzja muszę się nad tym zastanowić daj mi kilka dni na przemyślenie tego a kiedy już zdecyduje dam ci nać ok?
M: dobrze.
Gdy wychodził , pocałował mnie w policzek i poszedł . To jest naprawdę uroczy chłopak. Nawet moja mama go polubiła a już nie mówię o bracie... ten to po prostu wpatrzony w niego jak w obrazek mówie serio tak bardzo się polubili że zawsze kiedy Marco do mnie przychodzi to cały czas Jack pytał się kiedy skończę z nim gadać żeby mogli wyjść na dwór , pograć w piłkę czy coś... ja czasem nie ogarniam tych chłopaków jak może ich interesować piłka nożna ?!
***
Następnego dnia gdy był piątek szykowałam się do szkoły. Dziś nie jechałam z nim tylko szłam sama nie miałam zamiaru znowu siedzieć z nim w tym samym samochodzie ! Wiem że to już może lekka przesada ale tak ! Szłam powolnie i rozmyślałam o propozycji Marco, nie wiedziałam czy się zgodzić czy też nie, z jednej strony chciałam z nim być a z drugiej coś nie bardzo... nie wiem dlaczego ale tak jakoś. Nagle przypomniałam sobie że mam na 8 do szkoły , czasem zdarza mi się zapomnieć. Jeszcze nigdy się nie spóźniłam , dziś był mój pierwszy raz... weszłam do sali nauczycielka spojrzała na mnie wściekłam wzrokiem nienawidziła mnie. Zdążyłam się skapnąć już w czwartej klasie.. Poszłam na koniec sali i usiadłam obok Loren.
L: hej, dlaczego tak późno co?
Ja: a nic.. wyjaśnie ci na przerwie
I wtedy nauczycielka nas usłyszała i jak zawsze zaczęła się na mnie drzeć. Miałam już jej naprawdę dosyć !
Kiedy lekcja się skończyła powiedziałam Loren o tym co się wydarzyło wczoraj ,była troche zszokowana tym ale co tam ja tak samo na początku kiedy mnie o to zapytał :3
L: ale ty chcesz z nim być?
Ja: no tak znaczy.. nie wiem troche tak troche nie
L: dziewczyno Marco to jest naprawdę super chłopak i chyba lepszego nie znajdziesz ma w sobie wszystko czego potrzebuje idealny chłopak ! Ja nie wiem dlaczego ty się od razy nie zgodziłaś !
Ja:Posłuchaj mnie chwile po pierwsze to jest moja decyzja nie twoja a po drugie to nie jest takie łatwe jak ci się wydaje !
L: nie wcale wiesz ?! Jeśli go kochasz to powinnaś się zgodzić ! Czasami mam cię już naprawdę dosyć ja cię w ogóle nie rozumiem !
Na prawdę nie wiedziałam dlaczego ona tak na mnie wrzeszczy myśli że to takie łatwe ! własnie że nie ja nie chce zrobić czegoś czego potem mogę żałować a ona tylko mnie pośpiesza ! Ja już nie wiem co mam zrobić z tym jej głupim zachowaniem ona mnie tak wkurza... kiedyś byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami rozumiałyśmy się bez słów nie było żadnych kłótni ,żadnych problemów między nami a teraz co? Czuję że ta nasza "przyjaźń" już nie istnieje...
Podobało się??? Wiem że takie może troche bez sensu ale no sorry :D i że no nie ma takiego "dramatycznego" zakończenia ale ja rb tak że czasami jest czasami nie ma i prosze was komentujcie to ! :D
piątek, 27 grudnia 2013
Opowiadania o aktorach z Violetty ;3
Cz.2
...stał ten sam chłopak ... po prostu myślałam że oszaleje podeszłam do niego .
Ja: co ty tu do cholery robisz !?
M: aaa... przyszedłem do ciebie - powiedział chamsko sie do mnie uśmiechając , patrzyłam się na niego cała w nerwach .
Ja: ale po co powiedz mi po co! - zaczęłam na niego wrzeszczeć .
M: a bo.. patrz wtedy jak się spotkaliśmy ty nie powiedziałaś jak masz na imię i ja też wię tak w ogóle to jestem Marco a ty?
Ja: Liv... ale teraz jak już wiesz to spieprzaj stąd ! -
Zapytał się mnie czy może nas odprowadzić a ja nie chciałam się zgodzić ale Loren przekonała mnie do tego i jeszcze jej przyznałam że mimo iż jest on bardzo wkurzający to i także bardzo uroczy , gdy tak szliśmy żadne z nas się nie odzywało dopiero wtedy kiedy Loren już poszła do siebie on szturchnął mnie i zaczął coś mówić.
M: słyszałem o czym z nią rozmawiałaś , naprawdę uważasz że jestem uroczy?
Ja: co? nie... to nie prawda...no dobra może i tak... - uśmiechnął się do mnie kiedy już doszliśmy do mnie do domu pożegnałam się z nim i poszłam , od razu pobiegłam do pokoju i poszłam spać.
***
Następnego dnia była sobota byłam troche nie wyspana ale to tylko z tego powodu że nie wiem dlaczego ale cały czas myślałam o Marco.. eh... nie ogarniam co sie ze mną dzieje . Potem wyszłam do parku się przejść jak się okazało on tam był, podszedł do mnie .
Ja: ty mnie śledzisz ?- zapytałam i popatrzyłam na niego podejrzliwym wzrokiem .
M: nie , nie wiedziałem że tu będziesz to czysty przypadek .- uśmiechał się do mnie patrząc mi prosto w oczy , zapytał się czy chce się przejść z nim , powiedziałam że tak , Gdy tak szliśmy było naprawdę fajnie , spokojnie usiedliśmy na ławce , nagle zawiał silny wiatr zrobiło mi się troche zimno zauważył to i nałożył na mnie swoją czarną skórzaną kurtkę i faktycznie, było mi o wiele cieplej . Potem poszliśmy nad staw popatrzeć na kaczki kiedy już wracaliśmy i gdy byliśmy przy moim domu , stanęliśmy naprzeciwko siebie on ciągle się uśmiechał co powodowało że czułam taki dziwny a zarazem przyjemny ucisk w brzuchu nie wiem dlaczego ale to działo się tylko wtedy kiedy był blisko mnie...
M: dobra ja musze lecieć ale przyznam że to był naprawdę fajny dzień
Ja: nie sposób zaprzeczyć - uśmiechnęłam się , może on nie jest aż taki zły jak mi się wydawało wcześniej.. powiedział do mnie "pa" po czym pocałował mnie w policzek i poszedł kiedy to zrobił lekko się zaczerwieniłam... popatrzyłam chwile jak odchodzi i weszłam do domu . Gdy weszłam jak się okazało przyjechała moja ciocia , bardzo ją lubiłam tak samo jak jej córkę Lissę jest ona bardzo fajną i miłą dziewczyną i jak zauważyłam podoba się mojemu bratu... :) .
***
Kiedy minęło kilka tygodni ja i Marco znaliśmy się już bardzo dobrze , wiem ze wcześniej źle go oceniałam ale teraz to sądze że jest naprawdę dobrym przyjacielem . Siedziałam w domu kiedy do mnie zadzwonił zapytał czy , mógłby teraz do mnie przyjść, zgodziłam się. Po dziesięciu minutach już był , siedzieliśmy u mnie w pokoju i rozmawialiśmy , w pewnym momencie zaczął padać bardzo "mocny" deszcz i wyłączyli światło , Marco chciał iść do domu ale go nie puściłam i wtedy popatrzył się na mnie z lekkim zdziwieniem i słodko sie uśmiechnął .
M: odnoszę wrażenie że coś tu jest nie tak..
Ja: nie... a co?
M: czy ty przypadkiem się we mnie nie zakochałaś?
Ja: co ? nie, oszalałeś? kocham cię jak przyjaciela ale nie jak chłopaka co to to nie - patrzył się na mnie cały czas się uśmiechając .
M: no weź przyznaj... przecież wiem że to prawda...- zrobił mały krok w moją stronę
Ja: nie, jeśli tak ci na tym zależy to jak chcesz nie wiem jak ale możesz udowodnić to że to nie prawda - patrzył się na mnie i w tej właśnie chwili obiął moją twarz dłońmi i mnie pocałował...Kiedy przestał spojrzał na mnie .
Ja: o boże...
I jak tam druga częśc??? podoba się ??? tylko tym razem błagam was weźcie to komentujcie ok?? paaa
...stał ten sam chłopak ... po prostu myślałam że oszaleje podeszłam do niego .
Ja: co ty tu do cholery robisz !?
M: aaa... przyszedłem do ciebie - powiedział chamsko sie do mnie uśmiechając , patrzyłam się na niego cała w nerwach .
Ja: ale po co powiedz mi po co! - zaczęłam na niego wrzeszczeć .
M: a bo.. patrz wtedy jak się spotkaliśmy ty nie powiedziałaś jak masz na imię i ja też wię tak w ogóle to jestem Marco a ty?
Ja: Liv... ale teraz jak już wiesz to spieprzaj stąd ! -
Zapytał się mnie czy może nas odprowadzić a ja nie chciałam się zgodzić ale Loren przekonała mnie do tego i jeszcze jej przyznałam że mimo iż jest on bardzo wkurzający to i także bardzo uroczy , gdy tak szliśmy żadne z nas się nie odzywało dopiero wtedy kiedy Loren już poszła do siebie on szturchnął mnie i zaczął coś mówić.
M: słyszałem o czym z nią rozmawiałaś , naprawdę uważasz że jestem uroczy?
Ja: co? nie... to nie prawda...no dobra może i tak... - uśmiechnął się do mnie kiedy już doszliśmy do mnie do domu pożegnałam się z nim i poszłam , od razu pobiegłam do pokoju i poszłam spać.
***
Następnego dnia była sobota byłam troche nie wyspana ale to tylko z tego powodu że nie wiem dlaczego ale cały czas myślałam o Marco.. eh... nie ogarniam co sie ze mną dzieje . Potem wyszłam do parku się przejść jak się okazało on tam był, podszedł do mnie .
Ja: ty mnie śledzisz ?- zapytałam i popatrzyłam na niego podejrzliwym wzrokiem .
M: nie , nie wiedziałem że tu będziesz to czysty przypadek .- uśmiechał się do mnie patrząc mi prosto w oczy , zapytał się czy chce się przejść z nim , powiedziałam że tak , Gdy tak szliśmy było naprawdę fajnie , spokojnie usiedliśmy na ławce , nagle zawiał silny wiatr zrobiło mi się troche zimno zauważył to i nałożył na mnie swoją czarną skórzaną kurtkę i faktycznie, było mi o wiele cieplej . Potem poszliśmy nad staw popatrzeć na kaczki kiedy już wracaliśmy i gdy byliśmy przy moim domu , stanęliśmy naprzeciwko siebie on ciągle się uśmiechał co powodowało że czułam taki dziwny a zarazem przyjemny ucisk w brzuchu nie wiem dlaczego ale to działo się tylko wtedy kiedy był blisko mnie...
M: dobra ja musze lecieć ale przyznam że to był naprawdę fajny dzień
Ja: nie sposób zaprzeczyć - uśmiechnęłam się , może on nie jest aż taki zły jak mi się wydawało wcześniej.. powiedział do mnie "pa" po czym pocałował mnie w policzek i poszedł kiedy to zrobił lekko się zaczerwieniłam... popatrzyłam chwile jak odchodzi i weszłam do domu . Gdy weszłam jak się okazało przyjechała moja ciocia , bardzo ją lubiłam tak samo jak jej córkę Lissę jest ona bardzo fajną i miłą dziewczyną i jak zauważyłam podoba się mojemu bratu... :) .
***
Kiedy minęło kilka tygodni ja i Marco znaliśmy się już bardzo dobrze , wiem ze wcześniej źle go oceniałam ale teraz to sądze że jest naprawdę dobrym przyjacielem . Siedziałam w domu kiedy do mnie zadzwonił zapytał czy , mógłby teraz do mnie przyjść, zgodziłam się. Po dziesięciu minutach już był , siedzieliśmy u mnie w pokoju i rozmawialiśmy , w pewnym momencie zaczął padać bardzo "mocny" deszcz i wyłączyli światło , Marco chciał iść do domu ale go nie puściłam i wtedy popatrzył się na mnie z lekkim zdziwieniem i słodko sie uśmiechnął .
M: odnoszę wrażenie że coś tu jest nie tak..
Ja: nie... a co?
M: czy ty przypadkiem się we mnie nie zakochałaś?
Ja: co ? nie, oszalałeś? kocham cię jak przyjaciela ale nie jak chłopaka co to to nie - patrzył się na mnie cały czas się uśmiechając .
M: no weź przyznaj... przecież wiem że to prawda...- zrobił mały krok w moją stronę
Ja: nie, jeśli tak ci na tym zależy to jak chcesz nie wiem jak ale możesz udowodnić to że to nie prawda - patrzył się na mnie i w tej właśnie chwili obiął moją twarz dłońmi i mnie pocałował...Kiedy przestał spojrzał na mnie .
Ja: o boże...
I jak tam druga częśc??? podoba się ??? tylko tym razem błagam was weźcie to komentujcie ok?? paaa
WAŻNA INFORMACJA!
Tak jak wam wtedy napisałam , jeśli nie będziecie komentować tych opowiadań to ja nie bd dodawać kolejnych części no sorry ale ja już mam tego dosyć mówie wam że mi na tym zależy ale jakoś chyba nikogo to nie rusza , ja was bardzo o to po raz kolejny prosze !
wtorek, 24 grudnia 2013
Opowiadania o aktorach z Violetty :3 cz 1
Macie tutaj wizualizacje dwóch dziewczyn które będą w tych opowiadaniach
To jest Liv
( jedna z "głównych bohaterów " )
To jest Loren
( BFF Liv :) )
------------------------------------------------------------------------------------------------------------ CZ.1
Był koniec kwietnia ,zaczynała się wiosna , ja akurat wracałam do domu ale bez Loren bo ona musiała zostać w szkole za kare bo pobiła się z taką jedną dziewczyną ale o co poszło to nie wiem. W pewnym momencie jakaś trójka chłopaków przejeżdżało obok mnie na rowerach a jeden z nich prawie mnie nie przejechał !
Ja: uważaj jak jeździsz idioto! - krzyknęłam do niego i wnerwiona poszłam dalej . W tej właśnie chwili podjechali do mnie a ten chłopak zajechał mi drogę.
Marco : sorry mała
Ja: weź mnie tak nie nazywaj i lepiej zejdź mi z oczu - popatrzyłam się na niego jeden z jego kolegów kiwnął głową żeby już jechać , tak więc zrobili . Poszłam do domu kiedy minęła godzina Loren przyszła do mnie przywitałam się z nią.
Ja: hej.. ale powiedz mi dlaczego pobiłaś się z Kelly ?
L: a no bo... ja...po prostu się wkurzyłam... bo widziałam jak całowała się z Lukiem...
Ja: CO?!
L: tak... potem on... no domyślił się że ja już wszystko wiem i zaczął mnie przepraszać ale i tak... i tak z nim zerwałam ...
Ja: no wiesz co ja ci powiem? dobrze zrobiłaś .- uśmiechnęła się do mnie i potem musiała wracać do domu . O godzinie 19 mama zawołała mnie na kolacje , niechętnie poczłapałam na dół przy stole wszyscy już siedzieli... moja mama, brat Jack, i...Karol... nie był on moim prawdziwym tatą bo mój prawdziwy tata zmarł jakiś rok temu... usiadłam do stołu tak jak zawsze nie odzywałam się do nikogo nawet się na nich nie patrzyłam .
Mama: Liv jutro pojedziesz do szkoły z tatą .
Ja: po pierwsze to nie jest mój tata a po drugie nigdzie z nim nie jadę! - powiedziałam lekko donośnym tonem.
M: przestań ! pojedziesz i bez dyskusji ! - Kiedy to powiedziała ja wkurzyłam się ,odeszłam od stołu i pobiegłam do pokoju . Potem przebrałam się w piżamę i poszłam spać.
***
Nazajutrz kiedy już była 7.20 wstałam ubrałam się i zjadłam śniadanie . I razem z nim wsiadłam do samochodu . Przez całą drogę się do niego nie odezwałam , kiedy do jechaliśmy wyszłam z auta i poszłam w stronę szkoły . Doszłam pod salę a tam czekała na mnie Loren ( jak zawsze) . Weszliśmy do sali , mieliśmy akurat polski . Pani powiedziała żebyśmy na tej lekcji przeczytali dwa rozdziały książki którą każe nam czytać... ale ja nie robiłam tego co kazała tylko wpatrywałam się w okno zastanawiało mnie ciągle to , kim byli tamci chłopcy których wtedy spotkałam... . Kiedy zadzwonił dzwonek nauczycielka powiedziała mi żebym do niej podeszła , tak więc zrobiłam .
Nauczycielka: Liv powiedz mi proszę dlaczego na dzisiejszej lekcji nie czytałaś tylko cały czas patrzyłaś się w okno?
Ja: a bo ja... przepraszam...
N: no dobrze ale proszę cie przeczytaj to ok? - pokiwałam głową i wyszłam , żeby mieć to już z głowy poszłam do biblioteki to przeczytałam , gdy lekcje się skończyła poszłam do szafki po buty . Kiedy ją otworzyłam wypadł jakiś list , uśmiechałam się za każdym słowem jakie tam przeczytałam . To było taki piękne tylko ... nie wiem od kogo... schowałam ten list do torby i razem z Loren wyszłyśmy ze szkoły... i kiedy wyszłyśmy ja po prostu nie mogłam uwierzyć w to co widzę , jakieś dwadzieścia metrów ode mnie stał ten sam chłopak...
I jak moje nowe opowiadanie podoba się??? Piszecie kom. bo jak nie to nie dodam kolejnej części hehe :)
To jest Liv
( jedna z "głównych bohaterów " )
To jest Loren
( BFF Liv :) )
------------------------------------------------------------------------------------------------------------ CZ.1
Był koniec kwietnia ,zaczynała się wiosna , ja akurat wracałam do domu ale bez Loren bo ona musiała zostać w szkole za kare bo pobiła się z taką jedną dziewczyną ale o co poszło to nie wiem. W pewnym momencie jakaś trójka chłopaków przejeżdżało obok mnie na rowerach a jeden z nich prawie mnie nie przejechał !
Ja: uważaj jak jeździsz idioto! - krzyknęłam do niego i wnerwiona poszłam dalej . W tej właśnie chwili podjechali do mnie a ten chłopak zajechał mi drogę.
Marco : sorry mała
Ja: weź mnie tak nie nazywaj i lepiej zejdź mi z oczu - popatrzyłam się na niego jeden z jego kolegów kiwnął głową żeby już jechać , tak więc zrobili . Poszłam do domu kiedy minęła godzina Loren przyszła do mnie przywitałam się z nią.
Ja: hej.. ale powiedz mi dlaczego pobiłaś się z Kelly ?
L: a no bo... ja...po prostu się wkurzyłam... bo widziałam jak całowała się z Lukiem...
Ja: CO?!
L: tak... potem on... no domyślił się że ja już wszystko wiem i zaczął mnie przepraszać ale i tak... i tak z nim zerwałam ...
Ja: no wiesz co ja ci powiem? dobrze zrobiłaś .- uśmiechnęła się do mnie i potem musiała wracać do domu . O godzinie 19 mama zawołała mnie na kolacje , niechętnie poczłapałam na dół przy stole wszyscy już siedzieli... moja mama, brat Jack, i...Karol... nie był on moim prawdziwym tatą bo mój prawdziwy tata zmarł jakiś rok temu... usiadłam do stołu tak jak zawsze nie odzywałam się do nikogo nawet się na nich nie patrzyłam .
Mama: Liv jutro pojedziesz do szkoły z tatą .
Ja: po pierwsze to nie jest mój tata a po drugie nigdzie z nim nie jadę! - powiedziałam lekko donośnym tonem.
M: przestań ! pojedziesz i bez dyskusji ! - Kiedy to powiedziała ja wkurzyłam się ,odeszłam od stołu i pobiegłam do pokoju . Potem przebrałam się w piżamę i poszłam spać.
***
Nazajutrz kiedy już była 7.20 wstałam ubrałam się i zjadłam śniadanie . I razem z nim wsiadłam do samochodu . Przez całą drogę się do niego nie odezwałam , kiedy do jechaliśmy wyszłam z auta i poszłam w stronę szkoły . Doszłam pod salę a tam czekała na mnie Loren ( jak zawsze) . Weszliśmy do sali , mieliśmy akurat polski . Pani powiedziała żebyśmy na tej lekcji przeczytali dwa rozdziały książki którą każe nam czytać... ale ja nie robiłam tego co kazała tylko wpatrywałam się w okno zastanawiało mnie ciągle to , kim byli tamci chłopcy których wtedy spotkałam... . Kiedy zadzwonił dzwonek nauczycielka powiedziała mi żebym do niej podeszła , tak więc zrobiłam .
Nauczycielka: Liv powiedz mi proszę dlaczego na dzisiejszej lekcji nie czytałaś tylko cały czas patrzyłaś się w okno?
Ja: a bo ja... przepraszam...
N: no dobrze ale proszę cie przeczytaj to ok? - pokiwałam głową i wyszłam , żeby mieć to już z głowy poszłam do biblioteki to przeczytałam , gdy lekcje się skończyła poszłam do szafki po buty . Kiedy ją otworzyłam wypadł jakiś list , uśmiechałam się za każdym słowem jakie tam przeczytałam . To było taki piękne tylko ... nie wiem od kogo... schowałam ten list do torby i razem z Loren wyszłyśmy ze szkoły... i kiedy wyszłyśmy ja po prostu nie mogłam uwierzyć w to co widzę , jakieś dwadzieścia metrów ode mnie stał ten sam chłopak...
I jak moje nowe opowiadanie podoba się??? Piszecie kom. bo jak nie to nie dodam kolejnej części hehe :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

.jpg)